Czy społeczeństwo to świadomy organizm? Część 1

Opublikowany: 19 February 2013
1 Komentarz

Podziel się z innymi!

Ta idea nasunęła mi się, gdy przeszło rok temu słuchałem wykładu Sakjonga (Sakyong Mipham Rinpoche), który powiedział coś podobnego do tytułu tego felietonu i również w formie pytania. Ale jakoś nie mogłem (lub nie chciałem) się do tego zabrać, więc temat spoczywał w hibernacji. Może on wydać się raczej akademicki, ale, wbrew pozorom, taki nie jest. A gdyby społeczeństwo było organizmem obdarzonym świadomością, mogłoby mieć ogromny wpływ na życie nasze i innych.

Zacząłem od poszukiwań w internecie. Wpisywałem w Google kombinację tych słów w rozmaitej formie. Znalazłem trochę, ale nic naprawdę interesującego. Przeważnie każdy z autorów chciał coś udowodnić i używał tego tematu jako pretekst. Niemniej jednak dowiedziałem się, że ideę społeczeństwa jako organizmu postulowali już Platon i Arystoteles, a jako pierwsi bardziej konkretnie na ten temat pisali Herbert Spencer XIX-wieczny angielski filozof, i współczesny mu, jeden z twórców socjologii, Francuz Émile Durkheim. Potem jeszcze kilku filozofów wypowiadało się na ten temat, np. XX-wieczny niemiecki myśliciel Oswald Spengler, który posłużył się tą idea, by wykazać, że społeczeństwo Zachodu zbliża się do upadku, degenerując się jako organizm. Obecnie sporo się na temat pisze, niezły przegląd współczesnych poglądów można zaleźć np. w artykule Francis Heylighen: Integrating Individuals into the World-Wide Electronic Network

To zachęciło mnie do zaprezentowania swoich poglądów. Będę starał się pisać prosto, unikając skomplikowanych koncepcji, tak by każdy, kto chce, mógł mnie bez trudu zrozumieć.

Zaczniemy od organizmu. Za podstawową jego cechę uważam „potrzebę” lub też „wolę” kontynuacji. Oczywiście słowo „potrzeba” czy „wola” może wydać się raczej nieadekwatne w przypadku np. ameby, ale nic lepszego nie umiem wymyślić. Można to uznać za zasadnicze pryncypium, bez niego organizm jest miał by szansy przetrwać zbyt długo. Gdy ta potrzeba zanika można śmiało powiedzieć, że ten organizm jest zdegenerowany, i na ogół, dość szybko ginie.

Ale to nie wszystko: aby móc przetrwać, czyli kontynuować swój byt, każdy organizm, z wyjątkiem jednokomórkowców, musi posiadać drugą cechę, którą nazwę współdziałaniem. Płuca muszą oddychać i zaopatrywać organizm w utlenioną krew. Gdyby „odmówiły” współpracy, organizm zginałby bardzo szybko. Wyjątkiem są oczywiście organizmy proste, jak ameba, która składa się z jednego elementu − samego organizmu. Gdy komórka się degeneruje, przestaje współdziałać zgodnie ze swoim przeznaczeniem i rozmnaża się w niekontrolowany sposób, wtedy mamy do czynienia z rakiem. Każdy podzespół organizmu współdziała z innymi zgodnie ze swoją biologicznie określoną rolą – nie ma wyboru.

A teraz trzecia cecha określająca organizm. Jest nią komunikacja między elementami wchodzącymi w jego skład. Bez komunikacji niemożliwe jest współdziałanie. I dlatego nawet najprostsze elementy organizmu, którymi są komórki, komunikują się. Robią to przez przekazywanie sygnałów odpowiednim molekułom. Sygnały te są „rozumiane” przez odbiorców, którzy odpowiednio na nie reagują. Istnieje niezwykłe bogactwo form takiej komunikacji: komórki kontaktują się na krótki dystans przy dotyku, na średni, a nawet na stosunkowo dużą odległość. Większe podzespoły organizmów komunikują w jeszcze bogatszej formie – wątroba komunikuje się z układem krwionośnym, jak również z układem pokarmowym.

Kolej na czwartą cechę, która może być kontrowersyjna. Postulujemy: każdy żywy organizm posiada coś, co można by nazwać świadomością. Na temat świadomości, a zwłaszcza świadomości ludzkiej, napisano (i nada się pisze) mnóstwo książek i artykułów. Dlatego jest zupełnie niemożliwe, by w skromnej formie moich felietonów, choćby nawet powierzchownie, przedstawić główne poglądy na ten temat. Wiele z nich jest częściowo zgodnych z moim celem, ale żaden nie w pełni. Dlatego próbujemy stworzyć niezależną definicję, którą nazwę „funkcjonalną”. Świadomość organizmu jest tym, co daje mu możliwość określenia swojego stosunku do samego siebie, jak również do otoczenia. Ale dla potrzeb naszej dyskusji to drugie jest ważniejsze, bo umożliwia mu rozpoznawanie, co w otoczeniu, z punktu widzenia kontynuacji organizmu, jest sprzyjające, co groźne, a co nieistotne. W zależności od tego ameba pełznie w określonym kierunku, ku potencjalnemu pożywieniu, a wycofuje się z innego miejsca, bo jest tam np. zbyt wysoka, niebezpieczna dla niej temperatura, albo posuwa tak samo jak przedtem, bo nie pojawiło się nic nowego godnego uwagi.

Ktoś mógłby zaoponować: „Te reakcje ameby na środowisko to nie świadomość, ale po prostu wbudowany genetycznie automatyzm konieczny do przerwania”. Na pierwszy rzut oka ta obiekcja wydaje się dość przekonująca, ale spróbujmy przyjrzeć się temu bliżej. Reakcje ameby, mimo że mogą wydawać się mechaniczne i przewidywalne, są znacznie bardziej złożone niż, powiedzmy, reakcje gongu, w który się uderzy. Ameba, choć nie ma jeszcze mechanizmu percepcji, w jakiś sposób wyczuwa cechy środowiska, które decydują o tym, czy należy się posuwać w określonym kierunku, czy też wycofać. Rolę zmysłów, których ameba jest pozbawiona, odgrywa cała ameba. Tę umiejętność można próbować wytłumaczyć w oparciu o czysto mechanistyczny model: akcja – reakcja, ale obawiam się, że gdy będziemy odkrywać coraz to nowe zachowania ameby, taki model będzie stawał się coraz bardziej skomplikowany i naciągany. Sednem „świadomości” ameby jest czucie. To czucie odgrywa dużo większą rolę niż zmysły i nie należy go mylić ze zmysłem dotyku. Rozwój świadomości jest ściśle związany z zaawansowaniem ewolucyjnym. Staje się ona coraz bogatsza i coraz bardziej wyrafinowana, gdy organizm posiada już zmysły, aż dochodzimy do świadomości istoty ludzkiej, której poświęcę trochę więcej uwagi. Jest ona w stanie nie tylko czuć na poziomie fundamentalnym, jak ameba, ale także odbierać i przetwarzać sygnały percepcji, tworzyć proste koncepcje typu „to lubię, a tego nie” i odczuwać emocje. Taką świadomość mają również będące na wyższym poziomie ewolucyjnego rozwoju zwierzęta, ale świadomość ludzka jako jedyna umożliwia myślenie i tworzenie abstrakcyjnych uogólnień i koncepcji. Ta ostatnia cecha odgrywa szalenie ważną rolę w formowaniu społeczeństw ludzkich, ale o tym później.

Tytuł felietonu zawiera pytanie sugerujące, że społeczeństwo to świadomy organizm. Będę starał się to pokazać, niezależnie od tego, co do tej pory napisano. Ale zanim zacznę, konieczna jest definicja społeczeństwa. Każde społeczeństwo jest grupą utworzoną wokół pewnego pryncypium, które jego członkowie „przyjmują”, często zresztą nieświadomie, jak w przypadku społeczności zwierząt, gdzie na ogół jest to zdeterminowane genetycznie. To pryncypium jest konieczne dla kontynuacji istnienia społeczeństwa, które je „przyjmuje”. Z reguły w tych społecznościach każdy członek odgrywa przypisaną mu rolę, w dużym stopniu również zdeterminowaną genetycznie. Wśród mrówek jest tak, że królowa składa jajka, robotnice pracują, samce zapładniają przyszłe królowe, wojownicy bronią społeczności i dla obrony nawet atakują, a larwy nic nie robią, po prostu rosną. Wśród wilków samiec alfa zapładnia samicę alfa i broni się przed pretendentami do tej roli, samica alfa produkuje potomstwo, a inne wilki pomagają w wychowywaniu młodych, no i wszystkie polują, żeby zdobyć pokarm.

Struktury społeczności ludzkich są znacznie bardziej złożone. Powodem jest fakt, że jeden osobnik może być członkiem wielu społeczności. Każdy jest członkiem społeczeństwa ludzkiego, ale nie każdy jest członkiem społeczności warszawiaków czy studentów prawa. Przynależność do określonej społeczności na ogół nie wynika z genetyki, a raczej z wyboru, świadomego lub nie. Ta różnica ma kapitalne znaczenie, choć zdarza się, że pryncypium, wokół którego została utworzona dana społeczność, jest dość trudno uchwycić. Np. nie jest całkowicie jasne, co znaczy bycie członkiem społeczności hakerów albo wyznawców religii spisku. Tyle o definicji społeczeństwa.

Gdy już określiliśmy, co znaczy organizm i społeczeństwo, możemy spróbować udowodnić, że jest ono organizmem. Mój dowód będzie oparty na sprawdzeniu, czy społeczeństwo ma cztery cechy definiujące organizm, czyli: wolę kontynuacji, współdziałanie, komunikację i świadomość.

Zacznijmy od cechy pierwszej, czyli woli kontynuacji. Można by powiedzieć, że z wyjątkiem społeczeństw ludzkich brak woli do kontynuacji społeczeństwa występuje tylko w sytuacjach anormalnych. Dlaczego? Bo wśród zwierząt gromadnych istnienie społeczności jest niezbędne do przetrwania jego członków. Termity nie mogą zbyt długo istnieć pojedynczo, a termit wojownik nie potrafi nawet samodzielnie jeść, musi być karmiony przez termity robotnice. Młody samiec jeleń, którego przywódca wypędził ze stada, stara się znaleźć inne i pokonać tamtejszego głównego samca. Jeśli to mu się nie udaje, często ginie. Samotny, stary samiec słoń może istnieć przez pewien czas, ale jest to typowa sytuacja poprzedzająca jego naturalną śmierć. W przypadku społeczeństw ludzkich sytuacja jest bardziej złożona, ale zasada kontynuacji pozostaje niezmienna. Społeczność, której członkowie utrzymują wiarę w pryncypium, na którym się ta społeczność opiera, trwa, a jeśli ktoś przestaje je uznawać, po prostu przestaje być członkiem (chyba że np. pozostaje w jakiejś partii dla kariery). Gdy ktoś uważa się z hakera wówczas czerpie siłę i inspirację z bycia członkiem tej społeczności, których często łączą różne ideały jak np. bezpłatność muzyki wideo w internecie czy ujawnianie tajnych informacji. Ktoś, kto wyznaje religię spisku w katastrofie smoleńskiej, czerpie swoją pewność, że wierzy w coś opartego na prawdzie, z istnienia wielu współwyznawców i pragnie, by ta społeczność trwała.

Kolej na współdziałanie. Mrówki w określonych sytuacjach, pracują jako zgrany kolektyw Wilki polują jako doskonale współdziałające stado, a wśród wielu gatunków, gdy ginie matka, inne zwierzęta zajmują się jej osieroconym potomstwem. Oczywiście mogą zdarzyć się osobniki, które nie chcą współdziałać, i wówczas nazywa się je „aspołecznymi”. Takie jednostki w prostszych społeczeństwach są niszczone lub co najmniej odrzucane. W społeczeństwie wilków osobnik, który nie stosuje się do określonej hierarchii, czyli nie współdziała, musi opuścić swoje stado, a jeśli „odmawia”, zostaje wyeliminowany. A ludzie? Od początku istoty z gatunku homo sapiens wspólnie polowały, broniły swej społeczności, uprawiały ziemię. Współdziałanie jest bardzo silną podstawą człowieczeństwa. Można je zakwestionować, szczególnie gdy media z upodobaniem dostarczają opisów (prawdziwych lub odpowiednio spreparowanych) sytuacji, w których współdziałania brak – ale, wbrew pozorom, są to wciąż sytuacje anormalne, gdyż współdziałanie jest nadal regułą, a nie wyjątkiem. Słów „wciąż” i „nadal” użyłem celowo, bo wygląda na to, że społeczeństwo ludzkie przechodzi obecnie ciężką próbę. Czymś normalnym jest płacenie w sklepie za zakupy, normalne jest przestrzegania przepisów drogowych, normalna jest troska o bliskich. Oczywiście mogą istnieć osoby aspołeczne i wówczas są izolowane (więzienia, domy dla umysłowo chorych), odrzucane, a nawet legalnie pozbawianie życia. Jeśli we współczesnym kapitalistycznym społeczeństwie Zachodu większość próbowałaby kraść, zamiast płacić, to społeczeństwo kapitalistyczne dość szybko by znikło. Gdy większość ludzi w społeczności zaprzestaje współdziałania, taka społeczność się rozpada. Przykładem jest system sowiecki: gdy większość ludności przestała zachowywać się zgodnie z istniejącą ideologią i regułami, system uległ zagładzie. To współdziałanie jest nie tylko czymś naturalnym, jest zabezpieczone przez odpowiednie wychowanie, moralność, religię, reguły społeczne i prawo.

Trzecią cechą organizmu składającego się z komórek i podzespołów jest komunikacja. I to oczywiście występuje w każdej społeczności, bo wystarczy zauważyć, że komunikacja jest niezbędna nawet dla zwierząt, które nie żyją w gromadzie. A w społeczeństwie współdziałanie bez komunikacji byłoby kompletnie niemożliwe. Mrówki komunikują się poprzez wysyłanie sygnałów zapachowych (feromony) i dotyk, wilki używają dźwięków, zapachu, sygnałów wizualnych i dotyku, a ludzie… chyba nie trzeba podawać przykładów. Z reguły komunikacja jest oparta na zmysłach − sygnały zmysłowe są przetwarzane, interpretowane i tak dalej. Im społeczeństwo jest lepiej zorganizowane, tym bardziej złożona i bogata staje się forma i treść komunikacji. Osiąga apogeum w społeczeństwie ludzkim, w którym pojawia się zaawansowana forma komunikacji, mianowicie język koncepcyjny. Ale wydaje się, że istnieje również komunikacja, w której rolę takich sygnałów pełni czucie. Nie jest to „oficjalnie” naukowo uzasadnione, bo czucie jako takie nie ma odpowiedniej psychologiczno-neurologicznej szufladki, ale znane są niezliczone „anegdotyczne” dowody na istnienie czegoś takiego. Zdarza się, że, czujemy czyjąś obecność, mimo że nie rejestrujemy sygnałów percepcyjnych, wyczuwamy czyjś lęk, niekiedy w większej grupie czujemy pozytywną lub negatywną energię. Komentarz: nie staram się udowodnić, że tak właśnie jest, a jedynie to sugeruję, zamiast to dogmatycznie ignorować. W sytuacjach, gdy między członkami społeczności komunikacja nie funkcjonuje poprawnie, los społeczeństwa staje pod znakiem zapytania. Jedną z głównych przyczyn rozwoju raka są zaburzenia w komunikacji międzykomórkowej, bo współdziałanie w całej tkance nie funkcjonuje właściwie, mechanizmy ograniczające rozrost jest zaburzone, komórki rakowe rozmnażają w sposób niekontrolowany i po pewnym czasie społeczeństwo komórek, czyli nosiciel raka, ulega zagładzie. Sakjong Mipham wspomniał, że społeczeństwo to sieć komunikacji, co zresztą trochę przypomina popularne cybernetyczne poglądy na społeczeństwo ze świadomością.

Pozostaje nam czwarta, ostatnia cecha, którą społeczeństwo musiałoby posiadać, by mogło być uważane za organizm: świadomość. Istnienie takiej społecznej świadomości to teza potencjalnie kontrowersyjna i należy do niej podchodzić bardzo ostrożnie i krytycznie. Wymaga to odpowiedniego przygotowania, ale nie ma już na to miejsca w tym felietonie, który i tak jest dość długi. I dlatego odkładam dalsze rozważania na ten temat do następnej części.

Podziel się z innymi!

1 Komentarz

Zapraszamy do dyskusji



  1. Rafal
    pisze:

    Panie profesorze.Trafilem na pana i panski artykul szukając materiałów na ten temat,czyli czy spoleczenstwo jest swiadomym organizmem…
    Zgadzam się we wszystkim.Ale mam co najmniej 2
    uwagi.Pierwsza co do elementow antysocjalnych.
    Tutaj jest pan trochę niescisly.Przestepcy i osoby chore psychicznie to nie do końca element antyspołeczny.Moze tacy ,,prawdziwi” przestępcy to tak.To się zgodze.Wlasciwie antyspoleczni sa skrajni indywidualiści…

    Po drugie…przetwarzanie informacji i swiadomosc to nie to samo.KOMPUTERY sa lepsze w przetwarzaniu informacji od człowieka.A swiadomosci nie maja! Ale te uwagi sa w zgodzie z caloscia Panskiego wywodu.Prawda?

Skomentuj