Czym różni się duży bukiet od małego

Opublikowany: 29 January 2013

Podziel się z innymi!

Zaczęło się to przy śniadaniu, kiedy dla rozrywki opowiedziałem żonie o wyroku dla dr. G. (chyba każdy wie, o czym mowa). No i pośmialiśmy się z goryczą nad absurdalnością polskiej polityki i systemu sprawiedliwości. Ale później, jak to dyktuje tradycja, w czasie spaceru z psami zacząłem głębiej zastanawiać się nad aspektem sprawiedliwości (aspekt polityczny nie wymaga zastanawiania się, jest dość oczywisty) tej całej afery. I oto rezultaty.

W uzasadnieniu wyroku w sprawie dr. G. sędzia między innymi stwierdził, że jest zgodne z prawem przyjmowanie drobnych prezentów po zabiegu, który lekarz wykonuje, jako wyraz wdzięczności. Ale nie dużych i sędzia określił to na przykładzie: dopuszczalne jest przyjęcie bukietu kwiatów pod warunkiem, że jest on mały. Przyjęcie dużego byłoby wbrew prawu. Można oczywiście śmiać się z tego wszystkiego, ale nie będę tego robił, choć to kuszące. Ale warto zdawać sobie sprawę, że dopuszczalne jest dawanie i przyjmowanie takich „prezentów” jak laptopy oferowane nauczycielom przez sprzedawców podręczników szkolnych albo fundowanie luksusowych pobytów na „konferencjach” ofiarowanych lekarzom przez firmy farmaceutyczne, by zachęcić ich do przepisywania ich medykamentów. Jest to dopuszczalne jako… promocja. Równocześnie ważne jest, by docenić, że sędzia w procesie dr. G. miał najlepsze intencje i wierzył w nieskazitelność profesji lekarskiej w sensie materialnym. Szczególnie że ten sam sędzia miał odwagę wskazać na prawdziwych przestępców: system polityczno-prawny IV Rzeczpospolitej, który wyprodukował i promował aferę dr. G. dla swoich, dość chorych, politycznych celów. Ale muszę tu się zatrzymać, by nie wejść w świat opinii na temat polityki i polityków, choć to bardzo kuszące. Raczej zajmiemy się teraz tematem znacznie ciekawszym, jakim jest całokształt systemu wymierzania sprawiedliwości.

Idea sprawiedliwości jest kluczowa dla istnienia społeczności ludzkiej i towarzyszy ludzkości od jej zarania. Już w tzw. prymitywnych społeczeństwach system ten funkcjonował i nawet przetrwał do dziś, np. wśród społeczności indiańskich w Ameryce Północnej (wiem o tym z pierwszej ręki od osoby, która uczestniczyła w takim procesie). Nazywa się to circle sentencing i polega na tym, że osoba oskarżona i grupa osób, które ją wspierają, jak również poszkodowany z analogiczną grupą plus „stary mędrzec” (old wise man lub woman) rozważają sprawę i znajdują rozwiązanie. Nazwa circle, czyli koło, pochodzi stąd, że całe zgromadzenie siedzi w kole. Ale w społeczeństwach bardziej złożonych już w starożytnym Egipcie (idea m’aat) czy Babilonie (kodeks Hammurabiego) istniały systemy formalizujące metody wymierzania sprawiedliwości, a starożytni Grecy uznali, że sprawiedliwość zasługuję na własną boginię Temidę. Konieczność stworzenia jakiejś formy prawa i jego przestrzegania była oczywista, bo bez tego ludzie mogliby zachowywać się niezgodnie ze społecznymi regułami dobra i zła. A za podstawę takich praw uznano sprawiedliwość. Oczywiście prawo i sprawiedliwość odzwierciedlały idee dobra i zła, a zło odnosi się do zachowań z punktu widzenia danego społeczeństwa negatywnych. Na ogół wprowadzano najrozmaitsze dodatkowe motywacje, głównie oparte na religiach, ale z kolei skąd religie brały pojęcia dobra i zła – z określenia zachowań społecznie pozytywnych lub negatywnych. Tablice Mojżeszowe albo regulują nasz stosunek do Boga, albo zabraniają zachowań negatywnych społecznie (kradzież, morderstwo, cudzołóstwo). A niekiedy wśród tych zasad ich twórcy, czyli kapłani, dodają coś, z czego mają osobiste korzyści. Aby to zilustrować, podzielę się moim soczystym odkryciem. W Księdze Kapłańskiej (Leviticus) 6,19 stwierdza się: „Kapłan, który będzie składał ofiarę przebłagalną, będzie z niej spożywał. Na miejscu poświęconym będzie spożywana, na dziedzińcu Namiotu Spotkania” (cytuję za Biblią Tysiąclecia). A zwierzęta ofiarne miały być jak najlepsze, czyli powinny to być to młode owieczki,bez żadnej skazy, jak to również określa się w Biblii w Leviticus 4. Tyle na temat, co smakowało kapłanom w czasach biblijnych.

Ale do rzeczy, mówimy przecież o systemach sprawiedliwości w sensie ogólnym. Na początek spójrzmy ponownie na sprawę dr. G. Sędzia (jeszcze raz chcę podkreślić, że nie jest to krytyka sędziego) określił dopuszczalny podarunek jako „mały bukiet”. Ale jak odróżnić duży bukiet od małego? Jakkolwiek spróbujemy to zdefiniować, oczywiście od razu pojawią się wątpliwości. Jeśli powiemy np., że nie powinno być tam więcej niż 5 kwiatów, natychmiast mogę zapytać: ale jakich? Czy 5 wykwintnych, szalenie drogich storczyków to to samo co 5 polnych stokrotek? Jeśli powiemy, że nie powinny kosztować więcej niż 15 zł, to pojawia się pytanie: czy potrzebne jest pokwitowanie, bo bez niego lekarz może iść do więzienia i podobne absurdy? Ale sprawa nie kończy się na bukiecie kwiatów. Każdy dylemat wynikający z definicji prawnej, w ostatecznym rozrachunku, jest rozstrzygany przez interpretację. I dotyczy czegoś znacznie ważniejszego niż bukiet kwiatów – może na przykład dotyczyć rozstrzygnięcia, czy zabójstwo zostało dokonane z premedytacją, czy też w obronie własnej. Chyba nie muszę tłumaczyć konsekwencji takiej decyzji, która często musi być subiektywna. Morał z tego, że nie da się nigdy precyzyjnie określić, co to jest legalne, bo zawsze może pojawić się jakaś niejasność, a konsekwencje tego mogą być dramatyczne.

Z tego wynika, że musimy szukać sprawiedliwości poza domeną definicji prawnych. Spójrzmy więc na idee sprawiedliwości. No i tu oczywiście napotkamy dziesiątki poglądów – filozoficznych, moralnych, religijnych, a nawet, wewnątrz danej kategorii, różnych punktów widzenia. Wszystkie mają wspólną cechę: albo bezpośrednio, albo pośrednio odwołują się do idei moralności czy też etyki. A te z kolei są bezspornie oparte na poglądach danych społeczeństw: co było moralne dla bolszewików, niekoniecznie jest moralne dla islamistów. Więc mamy pewien impas.

Aby z niego wybrnąć, spróbujmy odejść od względnych, społecznie dyktowanych poglądów moralnych i szukać sprawiedliwości w czymś innym, czymś, co w jakiś sposób sięga głębiej.

Zacznę od tego, o czym była już mowa, od sprawiedliwości wymierzanej przez sentencing circle w niektórych społecznościach Indian północnoamerykańskich. Czymś zbliżonym jest instytucja ławy przysięgłych, która szczególnie ważną rolę odgrywa w sądownictwie amerykańskim. Oczywiście zakres decyzji, jaką może ona podejmować, jest ograniczony, bo orzeka jedynie: „winny” lub „niewinny”, i to wyłącznie na podstawie instrukcji sędziego, który z kolei wydaje instrukcje na podstawie reguł prawnych. Ale nawet w przypadku sentencing circle nie ma się co łudzić, że jest czymś wznoszącym się ponad społeczne koncepcje, co jest dobre, a co złe. Niemniej jednak orzeczenia sentencing circle w jakimś sensie odwołują się do głębszych uczuć, do ludzkiej mądrości, czyli do ludzkiego serca. I wydaje mi się, że bez tego się nie obejdziemy. Zdaję sobie w pełni sprawę, że wystawiam się na ostrą krytykę: „Kto gwarantuje nam, że w sercu ludzkości znajduje się dobroć i mądrość? Wygląda na to, że jest raczej odwrotnie, przecież przykłady, których dostarczają nam codziennie media, definitywnie temu zaprzeczają”.

Polemika z tymi argumentami nie ma w tej chwili większego sensu, ponieważ prowadziłaby, po pierwsze, do prób zdefiniowania, co to jest mądrość i dobroć, a po drugie, do dowodzenia, że tak zdefiniowane mądrość i dobroć rzeczywiście są w naszym sercu. Sugeruję natomiast, żeby pogodzić się z faktem, że próby zdefiniowania pewnych pojęć są bezowocne, a jednym z takich pojęć jest mądrość czy też, w głębszym sensie, dobroć. Raczej postaramy się tu zastosować metodę negacji. Czyli, co by było, gdybyśmy takiej mądrości w naszym sercu nie mieli? Oczywiście, trudno zakładać, że nikt takiej fundamentalnej mądrości nie posiada. Z tego wynikałoby, że niektórzy ludzie wyposażenia mają, a inni są jej pozbawieni. Powstałoby tu pytanie: jak ktoś, kompletnie pozbawiony mądrości, mógłby dożyć dorosłości? Chyba byłoby to bardzo trudne, bo robiłby rzeczy przypadkowo, a więc jak mógłby w takim stanie długo przeżyć? Czyli wygląda na to, że każdy taką mądrość w jakimś stopniu posiada. Jeżeli tak jest, to dlaczego ona się nie przejawia? Odpowiedzi może być bardzo wiele, ale osobiście sądzę, że przyczyną tego stanu rzeczy jest to, że ta mądrość jest „przykryta” przez nasze koncepcje, wierzenia, opinie, strach i wynikający zeń nawyk aktywnej niewiedzy (wolałbym powiedzieć „niewiedzenia” ale niestety jak dotąd nie ma takiego słowa po polsku – wielka szkoda), a co najważniejsze, brakiem ufności w swoją mądrość. Jest to temat bardzo pasjonujący i kontrowersyjny i chętnie bym się weń zanurzył, ale odkładam to na kiedy indziej.

Sądzę również, że aby tę mądrość budzić i aktywizować, konieczne jest stworzenie specjalnych warunków i sytuacji w przypadku wydawania wyroku, sądowych rytuałów i atmosfery. Nie jest to, być może, dobrze rozumiane, ale jest to obecne w różnych tradycyjnych formach wymiaru sprawiedliwości. Wyraźnie widać to w sentencing circle, gdzie cała procedura przebiega zgodnie ze ściśle ustalonym rytuałem – siedzenie w kole, kolejność i forma wypowiadania się itp. Ale nawet zachodnie procedury sądowe zachowały wciąż ślady takich rytuałów. Przejawia się to różnie w różnych kulturach, a najbardziej widoczne jest w prawie anglosaskimi, które nie zostało jeszcze całkowicie „zmodernizowane”: powstawanie, gdy sędzia wchodzi na salę, powoływanie się przez świadków w trakcie składania przysięgi na coś, co jest uznawane za święte, na przykład na Biblię, a w sądownictwie amerykańskim – specjalne stroje, peruki, formalizm towarzyszący procedurze sądowej. Inne systemy, oparte już na prawie napoleońskim, w dużym stopniu już to zatraciły.

Zbliżamy się powoli do końca, więc czas na podsumowanie. Wydaje się, że pojęcie sprawiedliwości opiera się wszelkim próbom formalizacji. Ale z drugiej strony jest ono niezmiernie ważne, by zarówno jednostki, jak i społeczeństwo mogły funkcjonować. Niesprawiedliwość, na dłuższą metę, powoduje degenerację stosunku do społeczeństwa, wymiernie zaś wypaczenie istoty spoistości społecznej opartej, w dużej mierze, na wierze w jakieś idee. A idea sprawiedliwości odgrywa tu bardzo istotną, można by nawet zaryzykować, najważniejszą rolę. Z tego wniosek, że aby sprawiedliwość miała szanse się pojawiać w sytuacjach, w których się jej oczekuje, konieczne są odpowiednie formy. Pozwalałyby one na stworzenie klimatu, w którym można będzie sięgnąć do głębi ludzkiej mądrości, niezbędnej, by działać sprawiedliwie. Bo jedynym miejscem, gdzie możemy szukać podstaw do takiego działania, jest nasza fundamentalna dobroć i mądrość. Wówczas znikłaby konieczność polegania na bezskutecznym i frustrującym definiowaniu, jaki bukiet jest dostatecznie mały, by był jeszcze legalny. Pozostaje oczywiście  kwestia, jak to urzeczywistnić. Jest to sprawa ogromnej wagi, podstawowa dla ludzi i społeczeństwa. Mam nadzieję, że czytelnik nie oczekuje ode mnie konkretnych propozycji, moja rola ogranicza się do wskazywania ku księżycowi. A jak się tam dostać − to sprawa dotycząca nas wszystkich.

Podziel się z innymi!

Napisz komentarz

Zapraszamy do dyskusji

Skomentuj