Podróż − trylogia Część 1: Podstawowa Dobroć Rozdział 1: Błysk

Opublikowany: 24 March 2013
1 Komentarz

Podziel się z innymi!

Pewnego razu, a było to we Francji, jechałem sobie autostradą A20 z prędkością na tyle większą od dozwolonej, by fotoradary gendarmes (francuska policja drogowa) zostawili mnie w spokoju i nie obdarzyli mandatem. No i zdarzyło się:zasnąłem. Nie wiem, ile to mogło trwać, ale nie sądzę, że dłużej niż 2-3 sekundy. Obudziłem się i… było po prostuczyste bycie,obudzenieiświatwokół: fantastycznie żywy, wyraźny, piękny, pełnia, świeżość i ostrość ija,również w pełni żywy, obudzony, odczuwający związek z tym światem i pragnący komunikacji. Po tym, a trwało to nie więcej niż maleńki ułamek sekundy, nastąpił szok i panika. Wobec tego zwolniłem, zmieniłem pas na prawy i zacząłem odczuwać niesłychaną złość na samego siebie. Byłem tak wściekły, że chciałem walnąć się po głowie, ale z rozsądku tego nie zrobiłem, bo uznałem, że w tych warunkach byłoby to zbyt ryzykowne. I wówczas pojawiły się słowa, w których starałem się wyrazić to, co czułem, coś w rodzaju: „Ty stary durniu, mogłeś się zabić i robisz coś takiego po tylu latach niby to rozwijania uważności i czujności” i tak dalej. Potem, kiedy te morały z wolna zanikały, złożyłem sobie solenną obietnicę, że nigdy coś takiego się już nie powtórzy, że będę ostrożniejszy i nie będę jechał za szybko, gdy poczuję, że mógłbym zasnąć itd. No i w końcu wszystko wróciło do tak zwanego stanu normalnego i nadal jechałem sobie autostradą A20, tyle że trochę wolniej, ale… odrobinę powyżej dozwolonej prędkości. Ale niezupełnie – pewne nikłe, ale zdecydowanie wyczuwalne poczucie swieżosci i obudzenia doświadczone tuż przed szokiem i paniką nadal trwało.

Wszystko, co zdarzyło się, zanim pojawiła się złość na samego siebie, trwało, jak już powiedziałem, niesłychanie krótko. Tak krótko, że było wręcz niemożliwe, by dobrze zaobserwować, co zaszło. Wobec tego, by to zrobić, wsiądziemy do pojazdu podobnego do tego, o którym pisał H.G. Wells w swojej książce „Wehikuł czasu”. Ale zamiast przyspieszać czas, jak to robił bohater tej książki, zwolnimy go, powiedzmy 500 razy, tak byśmy mogli spokojnie jeszcze raz „przeżyć” to zdarzenie. I tu czeka nas niespodzianka: w tej króciutkiej chwili, o której bardzo mało mogliśmy powiedzieć, wiele się zdarzyło! Najpierw nastąpił błysk… podstawowej dobroci (drogi czytelniku, zanim zaprotestujesz przeciw temu stwierdzeniu, proszę poczytaj trochę dalej aż do miejsca, gdzie napiszę: „Koniec wyjaśnienia”). Jest podstawowa, bo to obudzenie, czyste bycie, ostrość, wiedzenie (zdaję sobie sprawę, że to słowo nie istnieje w polszczyźnie, ale jestem pewien, że czytelnik wie, o co mi chodzi) i kompletne teraz, bez jakiegokolwiek punktu odniesienia. Sądzę, że powiedziałem dość, dalsze słowa tylko by to rozwodniły i skomplikowały. Więc zostawmy to tak, jak tego doświadczyłem: było to coś podstawowego.

A teraz, dlaczego dobroć? Tu przyda się więcej słów, nawet chyba są konieczne. By zapobiec potencjalnym nieporozumieniom, zaczniemy od stwierdzenia, że ta dobroć ma bardzo niewiele wspólnego z konwencjonalnym rozumieniem tego słowa w sensie koncepcji etycznych czy religijnych. Ta dobroć jest nierozłączna i pojawia się razem z podstawowością. W tej przestrzeni dobroci nadal są jaświat, ale bez sztucznego rozdzielenia, bez dychotomii czy konfliktu. Zamiast tego jest współczucie w pierwotnym znaczeniu tego słowa, czyli czucie wespół, czucie razem. Ta dobroć przejawia się również jako uczucie związku i potrzeba komunikacji, które można traktować jako formę współczucia, ciepło, ciekawość, odczuwanie cierpienia lub szczęścia u innych, chęć niesienia pomocy i uczucia smutku i… radości. W jednym słowie: dobroć. Koniec wyjaśnienia. Jeśli czytelniku nadal sprzeciwiasz się, by nazywać to, co pojawiło się w czasie tego prawie-że-wypadku, podstawową dobrocią, przykro mi, ale nie mam nic więcej do powiedzenia.

Tu zakończę pierwszy rozdział. Następny pojawi się niezadługo. 

Podziel się z innymi!

1 Komentarz

Zapraszamy do dyskusji



  1. Henryk
    pisze:

    Szanowny Panie Profesorze,

    Przygotowuję realizację filmu dokumentalnego o street retreat. Fleet Maull będzie miał czas dopiero jesienią. Konieczności produkcyjne powodują, że trzeba zacząć kręcenie filmu wcześniej.Czy zna Pan Profesor polskich trenerów specjalizujących się w street retreat?

    Z wyrazami szacunku,

    Henryk Dederko

Skomentuj