Podróż Część 1: Podstawowa Dobroć Rozdział 2: Fatalne trio

Opublikowany: 1 May 2013
2 Komentarzy

Podziel się z innymi!

Niemniej mogą pojawić się bardzo naturalne pytania: Dlaczego nie pozostałem w stanie podstawowej dobroci? Przecież byłoby to całkiem naturalne, przecież przebywanie w tym ponadczasowym, prostym stanie, przenikniętym współczuciem, chęcią komunikacji i pełnym innych cudownych doznań, ma sens. Dlaczego nie pozostałem w tej przestrzeni, w której nawykowy, przenikający wszystko konflikt „ja-kontra-świat” po prostu nie ma sensu i jest zastąpiony przez wszechogarniającą podstawową dobroć? Dlaczego, prawie natychmiastowo, ten stan zastąpiła panika, autoagresja i wyrzuty? Zanim spróbuję odpowiedzieć, zapraszam raz jeszcze do wehikułu czasu. Spowolnijmy jego przepływ 500-krotnie i przeżyjmy raz jeszcze wraz ze mną ten nieprawdopodobnie krótki okres paniki. I tu znów czeka nas niespodzianka (być może nie aż taka jak za pierwszym razem, bo jesteśmy już trochę przyzwyczajeni), ponieważ ujrzymy, że składa się z trzech kolejnych faz: zamętu, niepewności i lęku.

Dezorientacja pojawia się w wyniku braku czegokolwiek, na czym można by się oprzeć, czegokolwiek, do czego można by się odnieść, a to właśnie jest najistotniejszą cechą podstawowej dobroci. Bo gdyby opierała się na czymkolwiek, wynikała z czegoś, nie byłaby podstawowa, lecz względna. Taki stan jest całkowicie obcy naszym najgłębszym nawykom, bo przez całe życie, prawie bez wyjątku, polegamy na czymś, do czegoś możemy się odnieść, do czegoś dążymy. A wśród takich rzeczy najbardziej dominująca jest zasada robienia wszystkiego, co uważamy za niezbędne, by zabezpieczyć ciągłość naszej egzystencji. Gdy nagle jesteśmy pozbawieni możliwości odniesienia do czegoś stanu, w którym się znaleźliśmy, stanu podstawowej dobroci, stajemy się kompletnie zdezorientowani i desperacko pragniemy czegoś określonego, jakiegoś drogowskazu, który by nam wskazał, gdzie iść, co robić.

Ale ponieważ nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiego stanu zawieszenia w przestrzeni, odczuwamy jednocześnie głęboką niepewność, czy nam uda się coś takiego znaleźć. Innymi słowy − wszechprzenikająca dezorientacja zostaje zastąpiona przez wszechprzenikającą niepewność.

Niepewność, jak wiadomo, jest szalenie nieprzyjemna i trudna do zniesienia, więc bardzo szybko pragnienie, by z nią skończyć, staje się tak silne, że czujemy, że musimy dokonać jakiegoś wyboru. I ten wybór jest prawie zawsze taki sam − skłaniamy się ku dobrze znanemu i wypróbowanemu rozwiązaniu. które w skrócie można nazwać: „Ja-przeciw-światu”. Znaczy to, że Ja istnieje obiektywnie i oddzielnie od świata, a świat podobnie: istnieje obiektywnie i oddzielnie od Ja. Ale oczywiście Ja musi w jakiś sposób mieć relacje ze światem. Konsekwencje tego wyboru są wszechogarniające, wręcz niewyobrażalne, i w tym felietonie nie ma miejsce na to, by próbować omawiać je szczegółowo. Dlatego wybierzemy spośród nich tylko dwie, ale jedne z najważniejszych i mające bezpośredni związek z naszą narracją. Są nimi lękzwątpienie.

Lęk pojawia się, ponieważ Ja za wszelką cenę pragnie zabezpieczyć ciągłość swego istnienia, a to wywołuje głęboki niepokój i lęk, że mimo naszych wysiłków to się nie uda i… umrzemy. Jest to strach przed śmiercią w najgłębszym sensie tego słowa. Wobec tego Ja próbuje wielu strategii, by temu zapobiec, i stara się uwierzyć w ich skuteczność. Ale Ja jest zbyt inteligentne, by w pełni ufać swoim przekonaniom i w rezultacie razem z lękiem pojawia się zwątpienie. To zwątpienie jest trochę podobne do początkowej niepewności, która nastąpiła po dezorientacji, ale jest bardziej konkretne i zawsze na czymś skupione. Wszystko to wygląda, jak to się mówi, niezbyt ciekawie, ale ponieważ Ja dokonało takiego właśnie wyboru, musi się z tym borykać.
Sądzę, że na temat tego fatalnego trio – dezorientacji, niepewności i lęku − powiedziałem już dość, więc kończę ten rozdział. Następny ukaże się wkrótce.

Podziel się z innymi!

2 Komentarzy

Zapraszamy do dyskusji



  1. ewa
    pisze:

    opisywane trio jest mi tak bliskie, że często miałam wrażenie jakby na nim zasadzało się moje ego. Ale kiedy poczułam się odpowiedzialna za siebie postanowiłam zobaczyć to trio jako moje własne “dzieciaki” i gdy na nie natrafiam po prostu je akceptuję i pytam: co chcecie mi powiedzieć o mnie , co mi pomoże być bardziej wolną?… Tak samo myślę o moich dzieciach gdy mnie stresują: co pokazujecie mi ze mnie samej, dlaczego moja miłość nie płynie i zamyka się w przeróżnych emocjach i koncepcjach?
    Od jakiegoś czasu najbardziej cenię sobie to, że to trio pokazuje mi wyraźnie, że nie jestem bardziej rozwinięta duchowo niż inni i nie muszę tak poważnie traktować siebie samej… To trio za każdym razem powraca mnie z myślowych “wyżyn” do człowieczeństwa i poczucia jedności z innymi. To dla mnie bardzo cenne i za to cenię moje trio – bez niego moje ego latałoby jak pusty balonik a tak spadam za każdym razem na ziemię i z bolącym tyłkiem cieszę się, że mam kontakt z rzeczywistością.
    To takie moje luźne myśli, które pojawiły się w trakcie czytania. Dziękuję za możliwość podzielenia się swoimi doświadczeniami
    Serdecznie pozdrawiam
    ewa



  2. Tomasz
    pisze:

    Droga Ewo,
    W swoim komentarzu, bardzo dziękuję, poruszyłaś dwa tematy. Pierwszy, ze na tym trio “zasadzało się moje ego” jak również, że postanowiłaś “zobaczyć to trio jako moje własne „dzieciaki”. Co ciekawe, ze obie obserwacje, wbrew pozornej sprzeczności, są głębokie. Bo prawda, że to trio to podstawa tworzenia Ego a jednocześnie akceptacja tego stanu rzeczy jest pierwszym krokiem by ku zobaczeniu, ze naprawdę to nie ma problemu.

    Tomasz

Skomentuj