Podróż Część 1 Rozdział 3: Zwyczajna nadzwyczajność

Opublikowany: 14 May 2013

Podziel się z innymi!

Zanim pójdziemy dalej, konieczne jest wyjaśnienie ewentualnego nieporozumienia. Nie mogę bowiem pozostawić czytelnika z wrażeniem, że aby doświadczyć podstawowej dobroci, musi wydarzyć się coś tak dramatycznego jak wypadek samochodowy. Przeciwnie, błyski podstawowej dobroci pojawiają się nieustannie, ale ogromna ich większość pozostaje niezauważona albo zignorowana. I dlatego zdecydowałem się użyć tego prawie-wypadku jako sceny dla prezentacji, by zrobić na czytelniku silne wrażenie, tak by zechciał się tym zainteresować i mógł identyfikować się z opisanymi przeżyciami.

Ale takie sytuacje, choć na ogół pozwalają łatwiej dostrzec błysk podstawowej dobroci, nie są konieczne − może to nastąpić w zupełnie zwyczajnych okolicznościach. Oto przykłady: nagły, przenikliwy dźwięk piły w idealnej ciszy zimowego lasu, kilka płatków śniegu na czarnym nosie psa, świergot ptaka w głębi nocy, odbicie starożytnych ruin w nieporuszonej, zwierciadlanej tafli jeziora. Po prostu wszystko, co nieoczekiwanie pojawia się w naszym umyśle, może obudzić nas z nawykowej, nieustannie działającej linii produkcyjnej naszych koncepcji będących reakcjami na to, co się zdarza. Innymi słowy, pojawienie się czegoś nowego i nieoczekiwanego pozwala nam zauważyć błysk prawdziwej podstawy naszego bycia, podstawowej dobroci.

Każdy akt twórczy jest poprzedzony takim błyskiem. Ponieważ akt twórczy, z samej definicji, oznacza odkrycie nowego i jeszcze niezbadanego terytorium, ta nowość sygnalizuje, że poprzedził go błysk podstawowej dobroci – tylko wówczas pojawia się coś nowego. Twórczość nie oznacza wyłącznie stworzenia wielkiego dzieła sztuki czy dokonania przełomowego odkrycia naukowego. Każdy akt twórczy, jak powiedziałem, to odkrycie czegoś dotąd niewypróbowanego, nowego, a dzieje się to, ponieważ podstawowa dobroć, z której się wywodzi, jest wiecznie nowa i świeża, bo jest zawsze teraz. Może to być coś tak zwyczajnego jak odkrycie, że bułka tarta może zastąpić mąkę w przygotowaniu sufletu lub znalezienie nowej, szybszej trasy, czego nie potrafił zrobić mój GPS.

Każdy moment pojawienia się współczucia, chęci czy potrzeby komunikacji, uczucia smutku czy szczęścia, każde zakochanie się, każde pojawienie się smutku, radości czy prawdziwej ciekawości – wszystko to jest przejawem podstawowej dobroci. Co więcej, również brak nawykowej reakcji pojawia się wyłącznie dzięki podstawowej dobroci. To wszystko jest możliwe, ponieważ, wbrew temu, w co jesteśmy skłonni wierzyć, podstawowa dobroć jest nie wyjątkowym, lecz naturalnym stanem bycia, podczas gdy nawykowa koncepcyjność, przebrana za naturalność, jest czymś sztucznym i ją ukrywa.

Jeśli to wszystko jest prawdą, to dlaczego doświadczamy podstawowej dobroci tylko jako chwilowego błysku i wydaje się, że nie jesteśmy zdolni w niej pozostać? Czy ten błysk można wydłużyć? A teraz jeszcze bardziej „szaleńcze” pytanie: Jeśli podstawowa dobroć jest stanem naturalnym, to czy możemy powrócić do niej na dobre i stać się podstawową dobrocią?

Pytania te są ogromnie ważne i nie mogą pozostać bez odpowiedzi,. Ale obecnie już kończę i proszę uzbroić się w cierpliwość. Na pewno powrócimy do tych pytań w częściach 2 i 3. Więc stay tuned!

Na koniec chciałbym wyrazić głęboką wdzięczność trzem osobom, bez których ten felieton nie mógłby powstać. Pierwsza z nich to Czogjam Trungpa Rinpocze, który dał ludzkości największy możliwy dar: ideę podstawowej dobroci. I również w swym Karma Seminar (1971) przedstawił w niezwykły, wręcz fantastyczny sposób mechanizm powstawania ego (co w Dzogczenie nazywa się trzema ignorancjami), tak że wreszcie mogłem to pojąć. Powyżej starałem się przedstawić je jako reakcję na podstawową dobroć. Drugą osobą jest jego syn, Sakjong Mipham Rinpocze, który niestrudzenie propaguje i wyjaśnia ideę podstawowej dobroci na wiele twórczych sposobów, tak by mogła przeniknąć nasze życie i stać się rzeczywistością. Bez ustanku, wbrew wszelkim przeszkodom nie tylko pokazuje, że przyjęcie w pełni tej idei i zastosowanie jej w życiu codziennym jest dla ludzkości jedyną drogą wyjścia, ale poświęca całe swoje życie na urzeczywistnienie tego celu. Trzecią osobą jest moja żona Chandali, która niewzruszenie, niezniechęcona moim sztywnym oporem, zmuszała mnie do powracania do idei podstawowej dobroci, abym zdał sobie sprawę również z istnienia aspektu dobroci − przedtem z uporem dostrzegałem wyłącznie jej podstawowość i próbowałem dowodzić, że jest to wszystko – aż to wreszcie nastąpiło.

Podziel się z innymi!

Napisz komentarz

Zapraszamy do dyskusji

Skomentuj