Podróż Część 1 Podstawowa dobroć Rozdział 4: Postscriptum

Opublikowany: 23 May 2013

Podziel się z innymi!

Jak już powiedziałem w moich podziękowaniach (rozdział 3), zrozumienie, czym jest podstawowa dobroć, a szczególnie aspekt ludzkiej dobroci, nie przychodziło mi łatwo. Kiedy pisałem poprzednie rozdziały, wydawało mi się, że już nie tylko zrozumiałem, ale wreszcie to pojąłem. Ale okazało się, że nie jest to do końca prawdą.

Otóż niedawno, niecałe dwa tygodnie temu, gdy z Chandali − to moja żona – prowadziliśmy warsztat o podstawowej dobroci w Warszawie, mój horyzont pojmowania tej idei nagle się rozszerzył. Co ciekawe, jej ludzkie aspekty, jak łagodność, ciepło, troska, a nawet miłość, które (miejmy nadzieję) zaakceptowałem i pojąłem, nie są niczym nowym. Czytałem już o nich ponad dwadzieścia kilka lat temu, ale jakoś nie potrafiłem ich zaakceptować. Wydawały mi się relatywne, trąciły moralnością i ewangelizmem. A tu nagle, bez żadnego wysiłku, zupełnie bez ostrzeżenia, dostrzegłem nie tyko ich głębię, ale także logikę. Jednym z rezultatów tego doświadczenia jest, że nie mam już takiej całkowitej pewności, że już kompletnie odkryłem pełne znaczenie podstawowej dobroci − czuję, że odkrywanie tego to podróż aż do końca życia. Niemniej zdecydowałem się przedstawić to tak, jak to obecnie pojmuję.

Po pierwsze, chcę podkreślić, że nie jest to definicja podstawowej dobroci – jest to niemożliwe, bo wykracza ona poza całe spektrum koncepcji, a definiować w słowach można tylko koncepcje. Po drugie, zdałem sobie sprawę, że oddzielenie w podstawowej dobroci aspektu podstawowości od dobroci nie ma sensu. Osobno stają się zupełnie czymś innym niż razem. Mimo rozmaitych zastrzeżeń, że tak nie jest, podstawowość staje się czystą abstrakcją, której nie tylko nie da się doświadczyć, ale nawet poczuć, a dobroć ciąży ku dualizmowi, ku przeciwstawieniu dobra złu.

Podstawowa dobroć jest zarówno przestrzenią, w której jest miejsce dla wszystkiego, bez żadnych wyjątków. Jest synonimem pryncypium matki, z niej rodzą się uczucia, esencjonalna jakość bycia. Konsekwencje tego są głębokie, również jednocześnie wszechobecne: ponieważ podstawowa dobroć nie odrzuca niczego, nie odrzuca również tego, co w potocznym rozumieniu uważane jest za sprzeczne, jak uczucie pustki i pełni, smutku i radości czy też lęku i nieustraszoności. I to prowadzi do odkrycia, że to właśnie jest esencją człowieczeństwa, bo tylko człowiek jest w stanie to odczuwać. Ale nie chcemy się z tym pogodzić i w rezultacie podejmujemy próby, by tak nie było − by wybrać jedno z tych uczuć i jedno starać się utrzymać, a drugie odrzucić. Ale to jest niemożliwe, nic nie może zmienić ich wzajemnej zależności i stąd cierpienie. I dlatego urzeczywistnienie i pełne ufność w podstawowej dobroci jest tak kapitalnie ważne.

To prowadzi nas do odkrycia, że dualizm nie istnieje, to fikcja stworzona tylko dlatego, że z tych czy innych względów nie chcemy przyjąć podstawowej dobroci, nie chcemy dostrzec jej podstawowej prawdy. Urzeczywistnienie podstawowej dobroci to praktyczna droga do wzniesienia się ponad iluzję dualizmu, którą bierzemy za rzeczywistość.

Konsekwencje przyjęcia podstawowej dobroci przenikają nasze życie. Jedną z nich jest odkrycie naturalnych cech naszego serca, z których jedną jest współczucie, a określenia dwóch pozostałych trudno przetłumaczyć na polski; po angielsku to gentleness i kindness. Gentleness w tym znaczeniu to łagodność i delikatność, a kindness (o tłumaczeniu tego słowa napisałem aż cały felieton) to połączenie życzliwości i serdeczności z nutą uczynności.

Zanim zakończę, chciałbym jeszcze dodać, że podstawowe dobro ma również ogromną potęgę, będącą w stanie przerwać trwałe ciągi myśli. Zdarza się to nieustannie, ale najłatwiej to zauważyć podczas medytacji, gdy budzimy się ze świata iluzji, czyli myślenia, i wracamy do tu i teraz.

Podstawowa dobroć pojawia się wyraźnie również wtedy, gdy przecina nasze próby podtrzymywania takich czy innych stanów emocji. Oto co opowiedział w czasie warsztatu o podstawowej dobroci jeden z uczestników: Kiedyś, po kłótni ze swoją dziewczyną, miał − oczywiście w pełni uzasadnione − poczucie, że jego dziewczyna zachowała wobec niego okropnie. Analizował to logicznie i narastała w nim pewność, że tak właśnie było, no i oczywiście poczuł chęć rewanżu. Potem wszedł do łazienki i nagle zobaczył suszące się na grzejniku jej… kolorowe skarpetki. Po prostu niewinne skarpetki. I nagle cały ten pracowity proces logicznego myślenia i emocji został przerwany: były tylko kolorowe skarpetki. I było dobrze.

Podziel się z innymi!

Napisz komentarz

Zapraszamy do dyskusji

Skomentuj