Podróż Część 2 Matrix Rozdział 3: Zwątpienie

Opublikowany: 17 August 2013

Podziel się z innymi!

Podróż – trylogia
Konsekwencje fundamentalnej decyzji o uwierzeniu w dualizm są wręcz niewyobrażalne. Tę decyzję można by metaforycznie porównać do otwarcia kosmicznej puszki Pandory. Raz otworzona nie da się z powrotem zamknąć – gdy wierzenie już powstało i zostało zaakceptowane, oddziela się od swej pramatki − wiary w dualizm − i zaczyna żyć własnym życiem. Potem często pomaga narodzić się nowym. Co więcej, spośród praktycznie nieskończonej ilości wierzeń, które przenikają wszystkie aspekty naszego życia, tylko o niewielu wiemy, w jaki sposób powstały. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, bo pośród mnogości naszych wierzeń tylko bardzo nieliczne wytworzyliśmy sami; ogromna większość została przyjęta z zewnątrz, z gigantycznego zasobu wierzeń społecznych. W rezultacie tracimy resztki kontroli nad naszym życiem i to prowadzi nas do… Matrixa.

We wcześniejszym felietonie używałem metafory pajęczyny, by opisać, jak jesteśmy uwięzieni w sieci naszych opinii, w które wierzymy. Ale teraz wykraczamy nawet poza sferę opinii, dlatego szukałem mocniejszego porównania − i stąd Matrix. Tak, to Matrix z filmu braci Wachowskich o tej samej nazwie. To widmowy superpotężny i inteligentny komputer, który całkowicie kontroluje życie mieszkańców naszej planety poprzez zastąpienie świata realnego światem iluzji konstruowanych przez Matrixa. Pamiętam, że po obejrzeniu filmu nie mogłem powstrzymać się od komentarza, że twórcy nie poszli dostatecznie daleko, że świat przedstawiony przez nich jako rzeczywisty jest również światem Matrixa, tyle że jeszcze bardziej wyrafinowanym, w którym świat podstawowej dobroci jest zastąpiony przez świat naszych wierzeń – iluzji.
Wśród konsekwencji naszej fundamentalnej decyzji o uwierzeniu w dualizm jedną z najważniejszych jest strach. Ale istnieje też inny, subtelniejszy, ale równie brzemienny w skutki i nawet bardziej podstępny − jest nim zwątpienie.

Jak powiedzieliśmy w części 1, zwątpienie pojawia się razem ze strachem, gdy Ja stara się zidentyfikować źródło potencjalnego zagrożenia swego bytu i znaleźć sposób, by temu zagrożeniu przeciwdziałać lub je zneutralizować. Ale Ja jest zbyt inteligentne, by naiwnie uwierzyć, że ten sposób naprawdę będzie skuteczny − coś takiego nie istnieje – i prawie natychmiast zaczyna w niego wątpić. W rezultacie bez względu na to, jakie działanie Ja podejmuje, nieodłącznie towarzyszy mu zwątpienie.

Gdy takie zwątpienie się narodzi, podobnie jak w przypadku wierzenia, sprawa na tym się nie kończy. Pamiętajmy, że gdy puszka Pandory, raz zostanie otwarta, nie ma już powrotu. Zwątpienie przenika całokształt naszego życia − cokolwiek chcemy robić czy też robimy, towarzyszy temu jak cień. To zwątpienie rzadko bywa widoczne, na ogół jest utajone, subtelne i niedostrzegalne. To czyni go jeszcze bardziej wszechobecnym – czai się w ciemnych zakamarkach naszego umysłu, nigdy nie wiemy niczego na pewno.

Jego najbardziej perwersyjną formą jest samozwątpienie. Wątpimy w naszą wersję samego siebie, innymi słowy, wątpimy w sens własnego istnienia. Zaczynamy wierzyć, że nie jesteśmy w stanie żyć zgodnie z naszymi własnymi ani społecznymi oczekiwaniami, że jesteśmy bez znaczenia, bez wartości. Przez to popadamy w coraz głębszą depresję, co w krańcowych sytuacjach może doprowadzić do samobójstwa.

Samozwątpienie, które rodzi się z naszych usiłowań opanowania leku, z powrotem do niego prowadzi. Ponieważ wątpimy w wymyślone przez nas sposoby samoochrony, znów czujemy się zagrożeni i narasta nowa fala lęku. Oczywiście bardzo rzadko zdajemy sobie z tego wszystkiego sprawę – na ogół przejawia się to jako poczucie niepewności i głębokiego zniechęcenia.

Sfera samozwątpienia nie ogranicza się tylko do sposobów rozwiązywania naszych problemów powodowanych przez niepokój i lęk. Bo gdy już się pojawiło, chce się rozrastać. Przeradza się w podważanie realności wszystkiego, co czujemy. Dotyczy to również naszego doświadczania podstawowej dobroci. Konsekwencje tego są wręcz przerażające − Matrix (czytelniku, wybacz mi przywiązanie do tej metafory) blokuje ostatnią drogę ujrzenia rzeczy takimi, jakie są naprawdę.

Ponieważ zwątpienie odnosi się również do naszych wierzeń, może to sprawiać wrażenie, że to pokaże nam drogę wyjścia z matrixowego świata. Ale to niestety złudzenie, bo w rzeczywistości zmusza nas to tylko do tworzenia nowych, „ulepszonych” wierzeń, które zastępują stare, już zużyte.

Kończąc drugą część felietonu, ostatni raz powracam do metafory: w świecie naszych wierzeń sytuacja jest jeszcze bardziej beznadziejna niż na filmie: nie ma tu złowrogiego centralnego komputera, z którym można walczyć i osiągać porozumienie − Matrix jest w każdym z nas, my sami jesteśmy jak agent Smith.

Przerywamy więc w najtrudniejszym momencie, gdy sytuacja wygląda zupełnie beznadziejnie, ale nie zapominajmy, że to jest trylogia, a to dopiero koniec drugiej części.

Podziel się z innymi!

Napisz komentarz

Zapraszamy do dyskusji

Skomentuj