Uważność i Świadomość czyli Jak zbierać kiełki brokuła?

Opublikowany: 12 August 2012
2 Komentarzy

Podziel się z innymi!

Jak zbierać kiełki brokuła?

Zanim przejdę do tematu, parę słów wstępu. Oryginał tego felietonu napisałem po angielsku i teraz go przetłumaczyłem. Ale to jest tłumaczenie w ścisłym tego słowa znaczeniu. W trakcie pisania wprowadziłem rozmaite zmiany, dywagacje na tematy językowe i różnic kulturowych między polszczyzną i angielszczyzną. Na ogół niektóre z nich wprowadzam do wersji angielskiej – można by powiedzieć, że jest to proces iteracyjny.

Temat uważności i świadomości wydaje się niemiłosiernie wyeksploatowany, tak że można by zapytać, po co go jeszcze męczyć. Ale, o ile wiem, nigdy nie był omawiany w kontekście zbioru kiełków brokuła, więc, czytelniku, pozwól mi jeszcze raz go poruszyć.

Wszystko zaczęło się parę dni temu, gdy z sitka wybierałem kiełki brokuła. Robię to religijnie co drugi dzień. Ale czuję, że wymaga to pewnego wyjaśnienia. Otóż hoduję te kiełki, ponieważ według wielu wiarygodnych badań zawierają one dużo sulforafanu, który na wiele sposobów przeszkadza rakowi w rozwoju. Między innymi zachęca komórki rakowe do popełnienia samobójstwa (co powinny robić, bo są nikczemnymi mutantami) i hamuje rozwój nowych naczyń krwionośnych wewnątrz raka, co powoduje, że staje się wycieńczony i system odpornościowy może łatwiej sobie z nim może poradzić. A tego właśnie życzę moich komórkom rakowym, które przetrwały naświetlania i chemię. Dlaczego kiełki brokuła, a nie ich ekstrakty w formie suplementów, co byłoby o niebo prostsze, to inna historia, wymagająca jeszcze bardziej skomplikowanych wyjaśnień, które – obawiam się – nie za bardzo ciekawiłyby ogromną większość moich czytelników, chyba już zmęczonych. A poza tym te kiełki są całkiem smaczne, przypominają rzodkiewki i pomagają mi jeść owsiankę.

Po tej dość obszernej dywagacji wracamy do uważności i świadomości. Gdy kiełki już dojrzały, trzeba je wypłukać i osuszyć. Używam do tego wirówki do sałaty. Po odwirowaniu z ogromną łatwością wyjmuję większość, bo stanowią one zwartą masę, potem wybieram trochę pozostałych, a trudniejsze, które w czasie wirowania utknęły w sicie, zostawiam i płuczę je – komu chciałoby się marnować czas na parę głupich kiełków. Ale tym właśnie razem, z nieznanych przyczyn, było inaczej. Zacząłem bliżej przyglądać się tym zielonym stworkom i zauważać, że każdy kiełek to inna sytuacja, inaczej wygląda, inaczej tkwi w sicie, inaczej trzeba go wydobyć. I jakoś, choć brzmi to trochę bezsensownie, zacząłem mieć przyjemność z tego procesu wydobywania kiełków. Po chwili, gdy zostało tylko parę małych i trudnych kiełków, zakończyłem procedurę i wypłukałem sitko. I zauważyłem, że jestem całkiem zadowolony z tego wszystkiego, i w tym właśnie momencie nagle zdałem sobie sprawę, że doświadczałem… uważności!

Większość moich czytelników z pewnością wie, że uważność (mindfulness) jest obecnie bardzo modna. Mnóstwo ludzi pisze na ten temat, jest mnóstwo kursów i warsztatów poświęconych temu, jak ją rozwijać, psycholodzy ją odkryli i stosują np. do redukcji stresu, pojawia się mnóstwo publikacji, niektóre ciekawe, np. o tym, jak praktyka uważności wiąże się ze zmianami w systemie nerwowym, z falami alfa, i wiele innych. Osobiście zapoznałem się z koncepcją uważności i świadomości już bardzo dawno, około 35 lat temu. Bardzo mi się spodobały i czytałem sporo na ich temat z najrozmaitszych źródeł, głównie w kontekście medytacji. Później świadomość (awareness) stała się głównym tematem mojej praktyki. Nawet uwierzyłem, że posiadam pewną wiedzę w tej dziedzinie, uczyłem, pisałem etc. I po tym wszystkim, po tych latach praktyki, nagle ta minirealizacja przy wydłubywania kiełków brokuła, szokujące!

Ale to nie koniec. Tego samego dnia w czasie rytualnego spaceru z psami (oszczędzę czytelnikowi szczegółowego opisu tych spacerów po lasach Wołczkowa, choć mnie to kusi, może innym razem, na teraz wystarczy, jako dygresja, dyskurs na temat sulforafanu) oczywiście rozmyślałem o moich doświadczeniach z kiełkami brokuła. Jakoś poczułem, że wydarzyło się tam coś więcej, nie tylko uważność. Pojawiło się pytanie dlaczego, w pewnym momencie poczułem, że wystarczy tego wydłubywania kiełków, i zakończyłem proces. I znów, równie nagle, zdałem sobie sprawę, że ta decyzja miała korzenie w świadomości.

Wydaje się konieczny lingwistyczny komentarz. Angielskie słowo awareness tłumaczone jest na polski jako świadomość. I tu pojawia się duży problem, bo słowo „świadomość” to w języku polskim termin psychologiczny i filozoficzny, z grubsza oznaczający stan zdawania sobie sprawy, że jestem, czyli myślę. A angielskie awareness różni się od tego diametralnie. Niestety, nie ma lepszej alternatywy – zresztą ten sam problem pojawia się przy tłumaczeniu na francuski, gdzie awareness jest również tłumaczone jako conscience, ale niektórzy tłumacze tłumaczą to jako grande conscience, czyli „wielka świadomość”, lub używają dużej litery, pisząc Conscience. Jednak bardzo wątpię, czy coś podobnego przyjęłoby się w tłumaczeniu na polski. Więc jedynym wyjściem jest… przywrócenie słowu „świadomość” jego pierwotnego znaczenia. Otóż świadom to imiesłów bierny wywodzący się z prasłowiańskiego s-wedeti, co znaczyło „wiedzieć”, a to od praindoeuropejskiego vetti i sanskryckiego vidya znaczącego „wiedza”, jak również… awareness! Więc od tego momentu proszę moich czytelników, by kojarzyli słowo „świadomość” z wiedzeniem i widzeniem – to ostatnie także pochodzi z tego samego źródła, czyli vetti, vidya.

Teraz możemy powrócić do świadomości. Uświadomiłem (to nie jest zamierzone) sobie, że przez cały czas, gdy radośnie wybierałem brokułki z sita, obecny był przy tym rodzaj abstrakcyjnego obserwatora (słowo „obserwator” jest trochę niezręczne, ale niech tak będzie, później się wyjaśni). Jego obecność była bardzo subtelna, nie tak oczywista i zauważalna jak doświadczanie uważności. Można powiedzieć również, że w tle działała pewna forma przenikliwej inteligencji. I ta właśnie inteligencja zdecydowała o zakończeniu zbierania kiełków.

To odkrycie było bardzo fascynujące i postanowiłem wniknąć w to głębiej, powrócić do moich dawnych, prawie że zapomnianych przeżyć, gdy po raz pierwszy dowiedziałem się o uważności i świadomości. I postanowiłem również, że jeśli coś ciekawego z tego wyniknie, napisać o tym. Ponieważ skromność i krytyczna samoocena nie należą do moich cnót, oto rezultaty.

Uważność to stan umysłu, w którym nie odbiegamy od doświadczeń. Jesteśmy w pełni obecni w tym, czego w danym momencie doświadczamy. Nie gdzieś indziej, nie w przeszłości, a co najważniejsze, nie w przyszłości, bo mamy wyjątkowo silną, nawykową tendencję, by doświadczając czegoś, już myśleć o tym, co się może wydarzyć w następnym momencie. Doświadczanie jest ostre, wyraźne, dokładne i, można nawet powiedzieć, zachwycające (nie jestem zadowolony z tego słowa, ale nie umiem znaleźć lepszego tłumaczenia dla angielskiego delightful), radosne i obudzone. Ten stan może trwać tylko moment i obejmować pojedyncze doświadczenie, ale może rozciągać się na cały proces doświadczeń, jak np. zbieranie kiełków brokuła. I dlatego w sytuacjach, gdy ktoś nie zwraca uwagi na to, co się dzieje, czy też robi coś lekkomyślnie, mówimy: uważaj.

Świadomość w sensie wiedzenia, widzenia jest znacznie trudniejsza do opisania, ponieważ w swej istocie jest poza intelektem, poza słowami. I to, być może, jest przyczyną, że gdy wpisałem do Google frazę „warsztaty świadomości”, w odpowiedzi może poza 2-3 wynikami wyszukiwania, które miały coś wspólnego z tym, o czym mowa, reszta to były bełkotki w stylu New Age lub warsztaty na temat świadomości czegoś tam (głównie dla kobiet). Natomiast gdy zrobiłem eksperyment, zmieniając „świadomość” na „uważność”, Google znalazł sporo rozsądnych odpowiedzi. I dlatego, że świadomość jest tak trudna do opisania w naukach mówiących o świadomości w głębokim sensie, a szczególnie w naukach duchowych, gdzie zamiast opisu na ogół używane są metafory, bardzo mnie kusi, by robić to samo, ale będę się starał, jak tylko mogę, tego unikać.

Świadomość jest stanem widzenia totalności bycia teraz, w tym momencie. Widzenie oznacza tu oczywiście nie tylko doznania wzrokowe, jest to widzenie w sensie, o których mówiliśmy wcześniej, wywodzące się z vetti i vidya. Między innymi taka świadomość widzi uważność. Widzi związki przyczyny i skutku, ta właśnie świadomość wskazała mi, kiedy zakończyć proces wydłubywania kiełków. Ta świadomość pozwala nam, gdy jesteśmy w restauracji, nie tylko być pochłoniętym procesem jedzenia, „siedzieć na naszym talerzu”, jak to powiedział Trungpa, ale doświadczać całokształtu tego, co nas otacza: osób siedzących przy naszym stoliku, sali, dekoracji, muzyki, innych ludzi, kelnerów, naszego stanu umysłu, emocji, słowem wszystkiego. Świadomość pozwala doświadczać przestrzeni wokół naszych doświadczeń (znowu Trungpa), nie tylko w sensie przestrzeni fizycznej, lecz także przestrzeni psychicznej, a nawet przestrzeni jako duchowego urzeczywistnienia.

Zarówno uważność, jak i świadomość, mimo że są naturalnymi stanami umysłu, łatwo stracić. Wiemy o tym bardzo dobrze, nasz umysł jest tak kontrolowany przez nawykowe schematy, że mimo ich naturalności ciągle je gubimy, i potrzebujemy najrozmaitszych treningów, głównie medytacji, które uczą nas, jak do nich powracać. Uważność i świadomość są również narażone na wiele innych niebezpieczeństw. Nasze nieświadome manipulacje mogą spowodować, że uważność staje się sucha, wymagająca wysiłku i uciążliwego podtrzymywania, traci swoje poczucie radości, spontanicznej precyzji i energii.

Tu muszę przerwać (dotyczy to pisania angielskiego oryginału, bo tłumaczenie odbyło się późnej) ten dyskurs, ponieważ mój smartfon zadźwięczał. Spojrzałem: nie, to nie SMS, więc to e-mail. Tak, znajoma przesłała cytat z Trungpy (nie do mnie osobiście, rozesłany z Facebooka). Voila, ot on: Świadomość nie jest czymś, co trzeba fabrykować: gdy pojawia się luka, świadomość natychmiast w nas wnika. Więc nie wymaga ona wysiłku, taki wysiłek jest zbyteczny. Świadomość jest jak wiatr, gdy otworzymy drzwi, nie ma wyboru, wchodzi. Bez komentarza.

Świadomość jest także narażona na rozmaite niebezpieczeństwa. Głównym jest również manipulacja, choć całkiem inna niż w przypadku uważności. Poprzez nią świadomość może przekształcić się w stan subtelnego ogłupienia, pseudowypoczynku, w którym nic się nie dzieje. Może również, choć to bardziej „zaawansowany manowiec”, przekształcić się w pseudoawareness, błogostan spokoju, z pozoru dość klarowny, ale jest to błogostan bezruchu pozbawiony jasności i inteligencji.

Czy można temu zapobiec? Tak, nie jest to wcale skomplikowane, po prostu pozostawić świadomość i uważność w ich naturalnym stanie, w którym są nierozłączne. Klucz to nierozłączność. Wszystkie problemy pojawiają się, gdy je sztucznie separujemy.

By zilustrować tą naturalną nierozłączność, powróćmy do kiełków brokuła. Proces przekładania kiełków z wirówki do czekającego na nie szklanego pojemnika jest nieustającą współgrą uważności i świadomości. Na początku świadomość zadecydowała, by przełożyć kiełki z koszyka wirówki do pojemnika – inaczej mogłem to zignorować i na przykład pójść na spacer z psami. Potem zadecydowała, by wydobyć zdecydowaną większość odwirowanych kiełków za jednym zamachem, bo mogłem np. wyciągać je pojedynczo, jeden po drugim. Potem dzięki uważności uważnie wydobyłem całą masę kiełków i włożyłem je do pojemnika. Z kolei świadomość popatrzyła na stan pozostałych kiełków w koszyku i zdecydowała, by rozpocząć proces wyjmowania kiełków pojedynczo, a uważność pozwoliła mi na precyzyjne wyciąganie poszczególnych kiełków bez niszczenia ich. Na koniec, jak już było wspomniane, świadomość zdecydowała, by to wszystko zakończyć. Oczywiście mógłbym przedstawić ten opis bardziej szczegółowo, nawet wyjmowanie pojedynczego kiełka to proces współgrania uważności i świadomości. Dlaczego właśnie ten a nie inny kiełek (świadomość), a potem wydobywanie tego właśnie konkretnego kiełka (uważność).

Możemy teraz dostrzec nie tylko, jak świadomość i uważność stanowią nierozłączny tandem niezbędny do wszelkiego działania, ale również coś głębszego. To świadomość zapobiega temu, by uważność przekształciła się w obsesyjną pedanterię, a z kolei uważność nie pozwala świadomości stać się stanem space out − pseudowypoczynku.

Wygląda to prosto i oczywiście, nie potrzebujemy żadnych komplikacji, nie musimy tworzyć teorii o wybieraniu kiełków brokuła z wirówki, wymyślać treningów, warsztatów i tak dalej. Wystarczy pozwolić naszej uważności i świadomości być takimi, jakie są. Ale zrobienie tego, paradoksalnie, wymaga… dużo wysiłku i cierpliwości.

PS Jedno tylko pozostaje do wyjaśnienia: dlaczego w ogóle zajmowałem się tym wybieraniem kiełków pojedynczo? Na pewno nie z przyczyn zdroworozsądkowych: stanowią zaledwie ułamek procenta już zebranych kiełków. Może czytelnicy mi pomogą?

Podziel się z innymi!

2 Komentarzy

Zapraszamy do dyskusji



  1. Malgorzata Lucka
    pisze:

    Bardzo dziękuję, Panie Profesorze, za przyklad zastoasowania idei w codziennym doświadczeniu i pokazanie współdziałania uważności i świadomości – wiedzenia. Dzięki takiemu wi(e)dzeniu, idee okazuja się sednem codziennego doświadczenia, a doświadczenie nabiera wyrazu i znaczenia.
    Chcialabym zaproponować próbe odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego w ogóle zajmowałem się tym wybieraniem kiełków pojedyńczo?” W grubym uproszczeniu, te pojedyncze, utkwione w sicie kiełki są kluczem do oświecenia i współczucia. W moim odczuciu, oświecenie odnosi się do całości. Wszystkie, rozproszone jak dotąd elementy, nagle wskakują na swoje miejsce i ukladaja sie w CAŁOŚĆ. (Co prawda, wszystko i tak zawsze nią bylo). Dopiero z tej perpektywy widać znaczenie poszczególnych elementów. Żaden nie jest tą calością, jednak każdy na calość się składa. Dlatego każdy jest cenny i nie może zostać pominięty. Zwykle jednak koncetrujemy się tylko na niektórych elementach. A wtedy, nawet jeżeli stanowią one wiekszość, to nie zobaczymy całości. Z matematycznego punktu widzenia ;-)) większość to nie calość. Do całości większosci brakuje mniejszości. Dlatego świadomość kieruje nasza uwagę na mniejszości – czy to będą utkwione kiełki, czy ignorowane symptomy fizyczne, czy irytujący nas ludzie – ponieważ to one reprezentują brakujące ogniwo.
    Po drugie, wiekszość raczej nie wzbudza w nas uczuć. Wiekszość jest czymś oczywistym, funkconalnym, wydajnym, nawykowym, zdroworozsądkowym. Na tle wiekszości, pojedyncze ‘kiełki’ odstają. To ich odstawanie może byc czasem irytujące, niewarte naszego czasu i uwagi, a kiedy indziej może poruszyć nas do żywego, moze dotknąć naszego serca i wzbudzić współczucie. A to jest potrzebne po to, żebyśmy niczego nie wykluczali. Wtedy będziemy mogli doswiadczyć pełni.



  2. pietoma
    pisze:

    Droga Małgosiu,
    Już teraz staje się to moim rytuałem: przepraszam za spóźnioną odpowiedź. Twoja interpretacja całości części w kontekście oświecenia jest niewątpliwie interesująca. Zgodziłbym się z niewielka poprawka: z punktu widzenia oświecenia różnica miedzy całością i częścią jest widziana nie jako problem tylko po prostu tak jest. Oświecony umysł obejmuje zarówno jedno i drugie.

    A teraz do drugiej sugestii: „wiekszość raczej nie wzbudza w nas uczuć. Wiekszość jest czymś oczywistym, funkconalnym, wydajnym, nawykowym, zdroworozsądkowym. Na tle wiekszości, pojedyncze ‘kiełki’ odstają. To ich odstawanie może byc czasem irytujące, niewarte naszego czasu i uwagi, a kiedy indziej może poruszyć nas do żywego, moze dotknąć naszego serca i wzbudzić współczucie. To jest bardzo ciekawe spostrzeżenie i całkiem się z Toba zgadzam.

    Tomasz

Skomentuj